Eldorado
21.10.2007 - 21.10.2007
27 °C
Mijamy Sacramento i skrecamy na poludnie. To tereny, w ktorych panowala niegdys goraczka zlota. Po drodze mijamy kilka malych miasteczek i zatrzymujemy sie w jednym z nich- Sutter Creek.
Glowna ulica jakby zywcem wyjeta z Dzikiego Zachodu. Drewniane budynki z epoki w pierwszej chwili wydaja sie rownie nieprawdziwe jak dekoracje filmowe ale to przeciez autentyczne tutejsze zabytki... . Sklepiki(glownie ze starociami) i restauracje utrzymane sa w staroswieckim klimacie i nie widac tu wielu sladow nowoczesnosci. W zasadzie brakuje tylko saloonu..jest za to pianista-z braku saloonu, przygrywajacy westernowe melodie na starym pianinie w miejscowej cukierni. Postanawiamy zaryzykowac i wstepujemy na lody. Pani sprzedawczyni zyczliwie uprzedza mnie, ze 2 galki lodow to porcja wielkosci prawie pilki do rugby, wobec tego decyduje sie na jedna-i tak walcze z nia prawie pol godziny.
Okazuje sie, ze pani ma rodzine w Szwecji i po moim wyjsciu Johan zostaje zasypany pytaniami. Zapytany o mnie (rzekomo po to zeby nie sprawic zawodu oraz ulatwic wymowe) nadaje mi pierwsze z brzegu szwedzko brzmiace imie-Maria...Oczywiscie obrazam sie na reszte dnia![]()
Wieczorem docieramy wreszcie do Monterrey i zatrzymujemy sie na noc.
Posted by zaneta12 25.10.2007 21:15 Archived in USA Comments (0)

